Bułka tarta na obczyźnie

Długo nie pisałam bloga, ale za to sporo uczyłam się gotować. Dzisiejszy wpis nie będzie stricte o gotowaniu, ale o tym, czego na obczyźnie najbardziej brakuje. Jeden powie, że mielonych, inny – rosołu, a trzeci stwierdzi, że tanich papierosów, albo wódki w osiedlowym spożywczaku. Mnie osobiście brak bułki tartej. I wcale nie chodzi o ten jej niepowtarzalny smak zmielonego starego chleba sprzedawanego po cenie świeżego bochenka. Brak mi tej bułki fizycznie, bo fizycznie nie ma jej w sklepach. Nie mogę zrobić kotletów, ani niczego innego, co wymaga dodania buły. Wzięłam sprawy we własne ręce i zaczęłam od wysuszenia na gnat kromek chleba. Kiedy to nastąpiło, kromki włożyłam do woreczka foliowego na mrożonki (te są mocniejsze niż śniadaniowe) i poszukałam czegoś ciężkiego. Kiedyś robiliśmy kotlety siekierą, ale postanowiłam być tym razem delikatniejsza. Wzięłam metalowy imbryk do parzenia kawy i stłukłam kromki na pył. Przy okazji poćwiczyłam bica. Załączam zdjęcie bułki z chleba, mielonej za pomocą tłuczenia.

bułka